Mniej znaczy więcej – mikroblogi

Po zapowiedzi zwiększenia limitu znaków na Twiterze, krytyczny głos zabrali… dziennikarze. Michał Kolanko przyznał, że trudno będzie mu się przestawić. Konrad Piasecki wyraził obawę, że dłuższe wiadomości staną się “przegadane”. Czy dzisiaj mniej znaków rzeczywiście może przekazać więcej informacji?

W czasach ciągłego pędu, informacje muszą być przekazywane krótko, zwięźle i na temat. Coraz więcej gazet posiada wydania internetowe. Artykuły, które trafiają do internetu są skracane, a badania dowodzą, że nie tyle je czytamy, co skanujemy wzrokiem. Część z nas poprzestaje na przeczytaniu nagłówka i dwu- bądź trzy- zdaniowego leadu.

Większość z nas posiada konto na co najmniej jednym portalu społecznościowym – przestaje to być wyłącznie fanaberią, a staje się wymogiem w firmach czy na uczelniach. Już teraz bycie online jest dla niektórych synonimem życia. Internet sprawił, że odbiorca nie musi czekać na wiadomości – są one dostępne niemal natychmiast. Co za tym idzie, odbiorca NIE CHCE czekać. Dzięki dostępowi do internetu możemy pisać z każdego miejsca, w każdej chwili, o czym tylko chcemy. Żyjemy w czasach prężnego rozwoju dziennikarstwa obywatelskiego. Ludzie sami opisują sytuacje, których są świadkami, transmitują je na żywo, uwieczniają je na zdjęciach. Przepływ informacji nigdy nie był tak sprawny jak dziś.

Z odpowiedzią na współczesne potrzeby przychodzą mikroblogi.

 

“co teraz robię”, “co jem”, “gdzie jestem”

 

Na początku istnienia, mikroblogi były definiowane jako dzienniki internetowe. Z czasem zaczęło pojawiać się na nich coraz więcej wiadomości oraz materiałów promocyjnych. Od tradycyjnych blogów odróżnia je fakt, że wpisy są znacznie krótsze (140-160 znaków) lub ograniczają się one do samych multimediów.

Obecnie najpopularniejszymi serwisami oferującymi prowadzenie mikroblogów są: Twitter, Facebook, Instagram, Tumblr, VKontakte i największy z nich, chiński WeiBo. Oferowana przez nie długość wpisów początkowo budziła lęk i niechęć, gdyż obawiano się płytkości przekazywanych informacji. I słusznie – dziś w sieci nie brakuje treści płytkich, mówiących: “co teraz robię”, “co jem”, “gdzie jestem”. Na szczęście wielu użytkowników przekazuje wartościowe, konkretne informacje. Wielki wkład w merytoryczną część wiadomości mają dziennikarze, politycy oraz instytucje państwowe.

W czym tkwi siła mikroblogów, która przyciąga nowych użytkowników? Informacje są proste do przyswojenia i przekazywane bardzo szybko. Interfejsy są przejrzyste i intuicyjne. W łatwy sposób można filtrować tweety i znajdować takie, które będą odpowiadać naszym zainteresowaniom. Są wyświetlane chronologicznie. Bywają otagowane, dzięki czemu możemy śledzić konkretne wątki.

 

“Eryk Mistewicz (…) stwierdził, że mamy do czynienia z nowym gatunkiem, który nazwał “twitterodziennikarstwem”.”

 

Na świecie redakcje nakładają na dziennikarzy obowiązek korzystania z mediów społecznościowych. Również w Polsce taka praktyka staje się coraz popularniejsza. Eryk Mistewicz, prezes Instytutu Nowych Mediów, w wywiadzie dla Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stwierdził, że mamy do czynienia z nowym gatunkiem, który nazwał “twitterodziennikarstwem”.

“Na TT są wszyscy najważniejsi uczestnicy życia polityczno-społecznego w naszym kraju, łatwo nawiązać z nimi kontakt, łatwo śledzić rozwój wypadków i dyskutować z czytelnikami.” – mówił Michał Pol dla PressInstitute.

Na Twitterze możemy znaleźć zarówno konta całych redakcji, jak i poszczególnych dziennikarzy. Komentują oni bieżące wydarzenia, udostępniają i promują własne materiały, prowadzą dialog z innymi użytkownikami. Według raportu NapoleonCat największą popularnością wśród dziennikarzy cieszy się Tomasz Lis z 794 975 obserwującymi, co jednocześnie daje mu 13 miejsce w rankingu wszystkich polskich kont na Twitterze.

 

“(…) co trzeci dziennikarz nie wyobraża sobie pracy bez social mediów.”

 

Nie od dziś mówi się o rosnącej popularności dziennikarstwa internetowego, jednak najczęściej kojarzy się ono z publikowaniem artykułów w internecie. PressInstitute w grudniu 2016 r. przeprowadziło badanie, w którym udział wzięło 247 dziennikarzy. Jego wyniki zostały opublikowane w raporcie “Dziennikarze a media społecznościowe”. Dowiadujemy się z niego, że co trzeci dziennikarz nie wyobraża sobie pracy bez social mediów. Dla 81,9% dziennikarzy są one źródłem informacji.

Ciekawa jest niechęć, jaką wywołała decyzja Twittera dotycząca zwiększenia limitu znaków do 280. Michał Pol przyznaje, że 140 znaków to mało, jednak jest rozczarowany taką decyzją. Uważa, że zmiana nie będzie dużym przełomem, a serwis straci na unikalnym charakterze. Mateusz Borek porównał pisanie tweetów do ćwiczenia dziennikarskiego. Jego zdaniem dotychczasowy limit jest idealny do przekazania właściwej treści.

 

“140 znaków umożliwia jedynie zasygnalizowanie czegoś.”

 

Choć dla osób preferujących tradycyjne artykuły sytuacja może jawić się w ciemnych barwach, nie ma czego się obawiać. Wszystko wskazuje na to, że mikroblogi nie zastąpią klasycznego dziennikarstwa. Choć tweety są chętnie wykorzystywane przez redaktorów, stanowią jedynie wsparcie dla dłuższych form wypowiedzi. Świadczy o tym fakt, że do wpisów są dodawane screeny z edytorów tekstu oraz linki przekierowujące do internetowych wydań gazet. 140 znaków umożliwia jedynie zasygnalizowanie czegoś. Taka informacja wzbudza w nas zainteresowanie i skłania nas do poszukiwania bardziej szczegółowych opisów. Mikroblogi mogą być traktowane jako paliwo napędowe, dzięki któremu zwiększa się zasięg materiałów dziennikarskich.

“Nie obrażałbym się na zmieniający się świat, traktowałbym social media dodatkowo, a nie zamiast dotychczasowych metod komunikacji. Wtedy jest szansa, że media społecznościowe zostaną mądrze wykorzystane w pracy.” – podsumowywał Jarosław Kuźniar w wywiadzie dla PressInstitute.