Video Journalism – reporter, operator i montażysta w jednym

„Jestem dziennikarzem”

Gdy usłyszymy od kogoś, że jest dziennikarzem, w naszych głowach pojawiają się różne obrazy. Jedni na myśl o dziennikarstwie od razu widzą przed sobą kogoś, kto pisze artykuły do gazet czy też nagrywa audycje radiowe. Znajdzie się spora grupa takich, którzy w pierwszym skojarzeniu pomyślą o reporterach oraz prezenterach telewizyjnych, widywanych codziennie w porannym czy wieczornym wydaniu wiadomości.

Zwykły, szary człowiek, który nie zagłębia się w tajniki dziennikarskiego świata, zauważa tylko jedną stronę medalu. Według niego, zawody związane z tą profesją kończą się na tych, których widać lub słychać. Wachlarz obowiązków związanych z dziennikarstwem jest jednak naprawdę szeroki. Drugą stroną medalu, na pierwszy rzut oka niedostrzegalną, są osoby odpowiadające za stworzenie wszelkich materiałów od strony technicznej. Dotyczy to zarówno dziennikarstwa radiowego, prasowego jak i telewizyjnego. Dziś przybliżamy jedną z tych form dziennikarstwa, która w pewien sposób łączy ze sobą to, co widzimy w efekcie końcowym jak i to, co ten efekt końcowy uprzedza.

Trzy w jednym

Video Journalism, czyli połączenie ze sobą zawodu operatora, reportera i montażysty, pozwala na tworzenie swoich materiałów od początku do końca i na każdej płaszczyźnie – zarówno merytorycznej, jak i technicznej. Tutaj my wpadamy na pomysł, operujemy kamerą podczas jego realizacji i na końcu wszystko montujemy. Jesteśmy zdani tylko na siebie i swoje umiejętności, które musimy nabyć w każdej z trzech wymienionych dziedzin. Nie jest to łatwe, ale nie jest też niemożliwe do zrobienia.

Doskonale wiem, że mówi się, że nie należy łapać wszystkich srok za ogon jednocześnie i lepiej przyłożyć się do jednej rzeczy porządnie niż  do kilku – po łebkach. Prawda jednak jest taka, że choćbyśmy mieli najlepszego operatora i montażystę, nie jesteśmy w stanie żadnymi słowami przekazać im w stu procentach tego, co chcielibyśmy  otrzymać jako efekt końcowy naszej pracy. Dlatego czasem warto poszerzyć swoje umiejętności dziennikarskie o montaż oraz o tzw. “operatorkę” i samemu stworzyć coś od początku do końca – pokazać pewną historię widzianą w całości naszymi oczami

Zalety bycia VJ-em

Video Journalism to chyba najlepsza forma do przygotowania tzw. “human story”, ponieważ pozwala nam zbudować bliską więź z bohaterem naszego filmu. Zostajemy z nim sam na sam, mamy możliwość skupienia się na tworzonym materiale w towarzystwie tylko siebie nawzajem, bez osób, które będą nam zerkać zza ramienia. To równie ważne dla bohaterów naszych materiałów, ponieważ osoby te często są nieśmiałe i ciężko im występować przed kamerą. Snucie opowieści dla jednej osoby, która na nich patrzy, jest zdecydowanie łatwiejsze, niż kiedy tych osób jest więcej.  

Drugą kwestią, którą zdecydowanie mogę przypisać do zalet takiej formy dziennikarstwa jest oszczędność. Zaoszczędzamy sporo czasu od momentu włączenia kamery, od początku  pierwszego ujęcia do chwili, gdy oglądamy już gotowy materiał. Tuż po nakręceniu wszystkich niezbędnych materiałów po prostu wyciągamy kartę z naszej kamery, wkładamy ją do laptopa, otwieramy program do edycji wideo i montujemy. Gotowe ujęcia nie muszą krążyć z komputera na komputer, z dysku na dysk, od osoby do osoby… Wszystko odbywa się przy nas i w czasie, jaki my jesteśmy w stanie na to poświęcić (zazwyczaj jest to od razu po skończeniu nagrań, kiedy to aż kusi nas, żeby jak najszybciej zobaczyć efekt końcowy).

Kolejną zaletą wykorzystywania formy Video Journalism jest to, że taki sposób tworzenia materiałów jest zdecydowanie tańszy. Nie trzeba myśleć o zatrudnianiu całego sztabu ludzi – jedna osoba, odpowiednio przygotowana, jest w stanie zrobić sama wszystko to, co jest niezbędne przy tworzeniu danego materiału.

Nie bójmy się próbować!

Video Journalism nie jest łatwą sztuką. Wymaga od nas rozeznania się w trzech płaszczyznach, które w efekcie końcowym dają gotowy materiał filmowy. Jednak zawsze warto spróbować: wpaść na pomysł, wziąć kamerę, nagrać odpowiednie ujęcia, a następnie to zmontować i przyjrzeć się dokładnie temu, co udało nam się zrobić. Być może pierwszy taki materiał nie będzie idealny. Być może nas to zniechęci… Mówią jednak, że trening czyni mistrza i że najlepiej uczyć się na własnych błędach. Myślę, że satysfakcja ze stworzenia w stu procentach swojego materiału wynagrodzi wszelkie potknięcia i chwile zwątpienia. Nie bójmy się  próbować!