Po co społeczeństwu MediaTory?

Czy zastanawialiście się, czym jest Plebiscyt MediaTory?

Założę się, że wywołałem właśnie niemałą konsternację. Nie dziwi mnie to, w końcu zapytałem o coś, co raczej wszyscy wiecie, prawda? A jednak to z pozoru banalne pytanie, zdające się wymuszać oczywistą odpowiedź, nie jest tak pretensjonalne i pozbawione sensu, jak mogłoby się wydawać. Na moment zapomnijcie o powierzchowności i przenieście się ze mną w świat idei, a przekonam Was, że MediaTory są czymś znacznie więcej, niż tylko plebiscytem.

Zacznijmy od kwestii bezdyskusyjnej – żyjemy w epoce informacji – co do tego nikt nie ma najmniejszych wątpliwości. Informacja jest dziś w cenie, nie stanowiąc zarazem „towaru” deficytowego. Wręcz przeciwnie – w obecnych czasach mamy do czynienia z jej przesytem. W sytuacji, kiedy na każdym kroku jesteśmy bombardowani całą masą komunikatów, zdolność umiejętnego filtrowania informacji staje się jedną z kluczowych kompetencji. No właśnie, czy w tym natłoku treści potrafimy jeszcze odnaleźć coś wartościowego? Może jesteśmy skazani na pop-papkę w neonowych kolorach i trywialne newsy, które zdołamy przeczytać w niecałą minutę? A patrząc na rzeczywistość epoki z trochę innej strony, można rzucić nieco prowokującym pytaniem – jak dziś wygląda nasza wrażliwość na manipulację i propagandę? Czy chociażby zjawisko fake news nie świadczy o doskonałych warunkach dla ich rozwoju? Oczywiście, nie ma co panikować, przecież jeszcze nie żyjemy w dystopii. Ale trudno nie odnieść wrażenia, że znajdujemy się na rozdrożu, a przyszłość mediów zależeć będzie w dużej mierze od współtworzących je ludzi. Brzmi niepokojąco? No i właśnie tu pojawiamy się my – MediaTory, wraz z tysiącami studentów z całego kraju, którzy trzymają rękę na pulsie i głosują w Plebiscycie. I nie, nie jest im obojętne, jak za chwilę będzie wyglądał świat mediów.

MediaTory to Drogowskaz.

Nieprzypadkowo zakończyłem poprzedni wywód słowem o studentach dziennikarstwa. Bo MediaTory to nie komercyjne show, w którym celebryci nagradzają celebrytów ku uciesze gawiedzi. W tym Plebiscycie przyszli dziennikarze doceniają pracę tych, którzy realizują ideę wartościowego dziennikarstwa. Nie uświadczycie tu nagród za najodważniejszą karnawałową kreację, ani za najśmieszniejszy gag rzucony w telewizji śniadaniowej. Tutaj nagradza się za rzetelność i profesjonalizm w mówieniu o świecie, który nas otacza. I dla każdego studenta dziennikarstwa MediaTory mogą być dowodem na to, że we współczesnym świecie jest miejsce dla treści wartościowych, a rzetelność w zawodzie dziennikarza nie umarła. Stąd takie kategorie, jak np. InicjaTOR, w której nominowanymi zostają dziennikarze wykazujący się oryginalnym pomysłem na siebie, udowadniający, że realia zmieniających się mediów można wykorzystać z pożytkiem. NawigaTOR? Już sama nazwa kategorii wskazuje, że statuetkę otrzyma osoba mająca wpływ kształtowanie poglądów. Sygnał zdaje się być w takim wypadku oczywisty: wybierając zawód dziennikarza, można stać się „głosem” opiniotwórczym. Przykłady ObserwaTORów uświadamiają, jak mało wiemy o świecie, który zdawał się już nie kryć przed nami żadnych tajemnic. A zatem okazuje się, że wokół nas nie brakuje ciekawych historii i wciąż jest o czym pisać. A ProwokaTOR? To przecież kategoria potwierdzająca, że prowokacja nie jedno ma mię i wcale nie musi wiązać się z tanią sensacją. No i nie można zapominać o AuTORytecie – kategorii, w której nagradzane są takie osobistości, które dla studentów dziennikarstwa są uosobieniem rzetelności i najwyższych standardów. MediaTory to dla wszystkich przyszłych dziennikarzy dowód i przypomnienie – że można, że jest po co, że warto.

MediaTory to Manifest.

MediaTory nie są plebiscytem organizowanym jedynie z myślą o studentach dziennikarstwa. Stanowią swoistego rodzaju Manifest, skierowany do wszystkich. Tak, określam Plebiscyt mianem Manifestu. Poniekąd pisałem o tym na samym początku – media stały się naszym nieodłącznym towarzyszem w podróży przez codzienność, a więc na ich jakości powinno zależeć nam wszystkim. A kiedy trwają dyskusje na temat ciemnych stron naszych czasów, w tak dużym stopniu determinowanych przez technologie informacyjne, należy wyjść z inicjatywą działania, by rozwój mediów nie podążył zgubną drogą trywialności, tandety i bezwartościowych treści. Plebiscyt MediaTory to właśnie taka inicjatywa. W tym roku już po raz dwunasty pokażemy społeczeństwu, że w Polsce wciąż działają dziennikarze, których warto słuchać. Udowodnimy, że studenci dziennikarstwa w tym kraju chcą czerpać wzorce od najlepszych i kierować procesy zachodzące w mediach na właściwe tory. Nagrodzimy kolejną osobę w kategorii ReformaTOR, tym samym wykazując, że dziennikarz może mieć realny wpływ na rzeczywistość. Tytułem TORpedy uhonorujemy kogoś, kto zdołał pokazać, że szybkość informowania o bieżących wydarzeniach można pogodzić z rzetelnością. DetonaTORem natomiast zostanie osoba będąca żywym dowodem na to, że w dzisiejszym natłoku informacji możliwe jest zdobycie i utrzymanie uwagi społeczeństwa, w niebanalny sposób pisząc o rzeczach ważnych. MediaTory to zatem Manifest, który stara się dotrzeć do świadomości ogółu z przekazem, że w pędzącym do przodu świecie jest miejsce na dziennikarstwo z misją. Dowodzą tego przykłady zarówno nagradzanych i nominowanych, jak i studentów, uczących się od najlepszych tego, jak powinno wykonywać się ich wymarzony zawód.

MediaTory to płomyk Nadziei.

Chociaż relatywnie niedawno Francis Fukuyama mówił o końcu historii, co nasuwa skojarzenia z pewnego rodzaju społeczno-politycznym marazmem, to dziennikarze ery informacyjnej nie mogą narzekać na brak tematów, o których wręcz trzeba mówić i pisać. A nawiązując do chińskiego przysłowia, trudno zaprzeczyć, że przyszło nam żyć w ciekawych czasach. W tym samym momencie temat propagandy i medialnej manipulacji nie stracił na aktualności, a w ostatnich latach wręcz na niej zyskuje. Również przesyt informacji, wiążący się ze spadkiem jakości odbieranych przez nas treści stanowi realny problem. Dlaczego znów o tym mówię? Przecież wspomniałem parę chwil temu, że jeszcze nie żyjemy w dystopii. No właśnie – „jeszcze”. I chociaż wyszło pesymistycznie, to pozwólcie, że odwrócę kota ogonem i wspomnę o płomyku Nadziei. Tak, zgadliście – są nim MediaTory. Jakkolwiek naciąganie by to nie brzmiało, spójrzcie na Plebiscyt w taki sposób: jeżeli po raz dwunasty udaje się zorganizować wydarzenie, w ramach którego nagradza się rzetelność i profesjonalizm dziennikarzy, a w Plebiscycie głosy oddaje dziesięć tysięcy studentów, w dodatku pragnących iść w ślady swoich autorytetów, to szczerze mówiąc, trzeba by było silić się na pesymizm. Wartościowe dziennikarstwo ma się dobrze, a zainteresowanie Plebiscytem wśród studentów napawa nadzieją, że przyszłe pokolenia dziennikarzy będą kontynuować najlepsze tradycje tej profesji. I właśnie po to są nam MediaTory – pomagają w kształtowaniu właściwych postaw, promują tych, którzy pokazują, jak powinno się wykonywać zawód dziennikarza, uświadamiają społeczeństwu, że warto szukać w mediach ambitnych materiałów. W końcu, MediaTory co roku dają nam nadzieję, że pewnego dnia nie obudzimy się w orwellowskiej rzeczywistości kontrolowanych mediów, ani w skrajnie przesyconym informacją świecie rodem z najgorszego koszmaru Huxleya.

I nie zrozumcie mnie źle – nie chcę nadawać Plebiscytowi dziejowej mocy sprawczej – daleko mi do formułowania tego typu mesjanistycznych założeń (choć nie ukrywam, że mam skłonność do nadawania zjawiskom dramatyzmu). Śmiem jednak twierdzić, że cegiełka, którą MediaTory dokładają do starań o jakość dziennikarstwa i wysoką świadomość medialną w Polsce, jest cegiełką ważną, jeśli nie jedną z najważniejszych. Bo siły oddziaływania nie można Plebiscytowi odmówić. W końcu stoi za nim dziesięć tysięcy głosujących studentów, którym nie jest wszystko jedno, w którą stronę podąży rozwój polskich mediów. Dziesięć tysięcy przyszłych dziennikarzy. A na tylu cegiełkach, sami przyznajcie – można budować.

 

Seweryn Stępniowski